Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 094 755 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Poznań 17.03.2013 Paddy solo

środa, 20 marca 2013 11:10

Zaniedbałam trochę, w sumie nawet nie trochę, a bardzo, ten mój blog. Jednak moja miłość do Kelly Family jest tak wielka, że aż muszę wrócić, poprowadzić dalej moje życie z Kelly. Oni są jak .. jak .. nie wiem co i do nich się wraca, nawet jeśli nigdy się nie odeszło a na jakiś czas miłość do nich zmalała, nie, nie tak, miłość do nich jest nadal w moim sercu, lecz nie pielęgnowana, siedziała tam cichutko, nie wychylając się na zewnątrz. A teraz wypłynęła i to z taką siłą, niewyobrażalną siłą, że dochodzę do siebie już trzeci dzień i dojść nie mogę. Pewnie się domyślacie co było powodem. A jakże Paddy Kelly w samej osobie.

 

W styczniu, po upublikowaniu dat koncertów Paddy'ego w PL byłam trochę rozczarowana, że znów Warszawa, że Katowice, że tak daleko ode mnie. Miałam nie jechać, ale gdy kilka dni później pojawił się również POZNAŃ nie mogłam nie pojechać. Toż to jak rzut beretem. No może nie beretem, ale te 2 godzinki jazdy mogłam poświęcić. I tak, Poznań był w moim zasięgu. Umówiłam się ze znajomą, dobrą znajomą, że u niej przenocuję i że razem pójdziemy na koncert. I znów uśpiłam co nie co tę moją miłość. Paddy'ego już kilka razy widziałam, a od koncertów nie wiedziałam czego oczekiwać. Miała być to trasa Eurosarium Tour, ale dokładnie co na niej było nie wiedziałam. Wiedziałam tyle, że nie będzie to takie kościelne spotkanie, na których byłam podczas jego pobytu w zakonie. 

I nadszedł ten weekend 15, 16 marca. Dostawałam wiadomości co jest, co śpiewa, jak to wygląda i cieszyłam się, że ja też będę miała możliwość przeżywać to co inny w Warszawie i w Katowicach.

W niedzielę 17 marca po 11:00 wyjechałam z domu, ok. 17:00 byłyśmy już z koleżanką pod Szkołą Muzyczną, gdzie miał swój występ Paddy. I zaczęło się. Maślane oczy, wzruszenie, radość w sercu, taka niespotykana, nie do opisania, niewyobrażalne szczęście, spełnienie marzeń, moich dziecinnych marzeń. Choć teraz też są to moje marzenia. Pobyć z nim chwilę, posłuchać jego czystego, pięknego głosu. Zobaczyć go takiego wesołego, bezstroskiego, pełnego miłości. To tak jakby cofnąć się o tych paręnaście lat. Tak Paddy był taki jak w latach 90-tych, lub taki jak w latach 2002-2004.Oprócz swoich piosenek zaśpiewał mnóstwo coverów. Muszę się przyznać, że niektórych nie znałam. Nauczył nas grać na łyżkach, a jak tak uczył, a my jak niepojętne stworki nie zrobiliśmy tak jak chciał, przerywał i czule mówił: nie nie nie i pokazywał raz jeszcze. Pojętni szybko złapaliśmy i śpiewaliśmy grając na łyżkach wyliczankę Knick Knack Paddy Wack. Inne piosenki też razem śpiewaliśmy, aż czasem milknął i słuchał nas. Jakby to on był na naszym koncercie. A jak cudnie się mylił. Gdy zapomniał tekstu w środku piosenki zwyczajnie zaśpiewał "zapomniałem tekstu" i leciał dalej. I jak zachęcał nas do udziału w koncercie. Jak pokazywał abyśmy usiedli, albo machali rękoma. Bawił się na scenie, zarażając sobą całą publiczność. Przekazując nam swoją nieskazitelną energie, swoją moc. Przy niektórych piosenkach ciągnął dźwięki tak długo, że szok. Ja w połowie "odchodziłam". Ma człowiek pojemne płuca. I głos ma tak nieskazitelnie czysty, wydobywa z siebie tak rózne dźwięki, i niskie, i wysokie, i nic a nic przy tym nie fałszuje. Coś niespotykanego. Porwał publiczność niczym magik. Cieszył się, że może z nami świętować Dzień Świętego Patryka, a na przykładzie koniczynki tłumaczył istotę Trójcy Świętej. Powtórzył za publicznością "liście" wskazując na płatki koniczynki i mówiąc, że tak jak ona ma trzy "liście" tak Bóg jest w trzech osobach. Tłumaczył niektóre piosenki, opowiadał o nich. Do niektórych puszczał na telebinie odpowiednie zdjęcia. Zaśpiewał m.in Hiroshima I'm sorry, co było dla mnie niezwykłym zaskoczeniem, pokazując zrzucane bomby w Japonii. Nie zabrakło również jego starych przebojów m.in. Mama, Brother brother, One more song, One more freakind dollar, Pray, Hope i wiele innych. Nie zapomniał również o naszym Papieżu i o Barce po polsku. Piowiedział, że planuje wydać swoją drugą solową płytę, zaprosił na scenę Dirka aby mu przygrywał na gitarze i zaśpiewał jedną z piosenek, które mają znaleźć się na płycie. Jeśli nie pomyliłam nic, mówił, że myśli, że płyta wyjdzie pod koniec tego roku. Na jej promocję planuje również przyjechać do naszego kraju. Z czego niesamowicie się cieszę.No i rad nie rad koncert musiał dojść do końca. Zrobił dwa bisy. Na pierwszym powiedził "wygraliście" i zaśpiewał An Angel i na drugim Z dawna Polski Tyś Królowo...

Skończyło się. Jak zawsze prędzej niż byśmy chcieli. Jednak co dobre nie trwa długo. Mam tylko nadzieję, że dotrzyma słowa i pod koniec roku wyda swoją nową płytę i przyjedzie z nią do Polski.

 

PS. Zdjęć i video brak. Trochę to dla mnie niezrozumiałe ale artyści czasem są wyjątkowi i mają wyjątkowe zachcianki. Paddy do takich też należy i kategorycznie zabrania się fotografować i nagrywać jego występy.

 

Na koniec dziękuję, bardzo dziękuję Malwinie. Niech anioły będą z Tobą!!


Podziel się
oceń
14
1

komentarze (3) | dodaj komentarz

Berlin 19.12.2011 Stille Nacht - relacja

wtorek, 20 grudnia 2011 19:03

 

Koncert w Berlinie rozpoczął się bez żadnych opóźniej. Równo o 20:00 zgasły światła i narrotor w języku niemieckim zaczął opowiadać historię narodzenia Pańskiego. Po chwili na scenie znalazło się The Kelly Family w składzie Paddy, Patka, Kathy i Paul. Wrzaskom i piskom nie było konca. Pierwszą piosenką Kelly rozgrzało publiczność do czerwoności, wszyscy zaczęli klaskać i skakać w takt One more happy Christmas, potem płynne przejście do White Christmas. Kelly szaleli, podchodzili bardzo blisko. Dokładnie ich było widać. Trochę odetchnienia przyniosła Ave Maria śpiewana przez Kathy. Ah jaki ona ma piękny głos, śpiewa operowo tak pięknie i czysto, że jej śpiew jest jak balsam dla duszy, podobnie jak Oh komm Emmanuel w wykonaniu Patricii. Potem było trochę hiszpańsko, zaśpiewali Chiquirritin i Peces. Na Lord of the Dance i Good Neighbour skakaliśmy i klaskaliśmy, Kellym się to bardzo podobało, widać było uśmiechy i zadowolenie na ich twarzach. Przy Take my hand cały teatr złapał się za ręce i kołysał w rytm muzyki, cóż to był za widok. Wszyscy jak bracia i siostry. Paddy akurat był po "naszej" stronie i widziałam jego minę i oczy, które dobitnie mówiły, że bardzo się cieszy z takiej atmosfery, chyba był nawet wzruszony, zresztą na twarzy Patki też to odczytałam. Pięknie to wyszło. Gdy już takty przeszły w szybszy rytm teatr zaczął jakby się poruszać od skakania. Do końca piosenki bez wytchnienie skakaliśmy i klaskaliśmy. Kelly byli poruszeni, a my? A my po usłyszeniu ostatniego dźwięku piosenki opadliśmy na krzesła. To było dużo lepsze niż AEROBIK hehe. Who'll come with me pięknie zaśpiewała Kathy. I wtedy chyba nastąpiła 20 minutowa przerwa. Potem wnieśli harfę dla Patki, usiedli we czwórkę i Paddy powiedział coś w stylu "piosenkę napisała Kathy płynąc na barce" użył wyrażenia "House on the ocean", przez chwilę myślałam, że zaczną śpiewać właśnie tę piosenkę, aż mi się gorąco zrobiło, ah marzenie. Zaczęli grać Nothing like home, a przed moimi oczami stanął obraz programu świątecznego dla SAT 1. Kelly przy wielkim ognisku, później ściskający się z zebranymi, ah szkoda, że nie zeszli do pierwszych rzędów :P Brother brother gdzie każdą zwrotkę śpiewał kto inny, a pierwszą i ostatnią Paddy, potem Mama, przed którą opowiedział trochę o ich mamie i o jej śmierci. Pięknie ją wykonał, tak pięknie, że nie sposób opisać. Potem na pierwszym plania znalazła się Patricia z piosenką Merry Chrismas to you and All your friends. Nie zabrakło oczywiście Madre tan hermosa, która była ulubioną piosenką matki Kelly Family. Odbyły się krótkie jasełka, gdzie Patka zagrała Maryję a Paul Józefa. Potem, gdy podniesiono kotarę (na Madre była ona opuszczona, ale było widać co się znajduje za nią) Kelly zaśpiewali Still still still. Oczywiście Patka i Paul dalej grali Maryję i Józefa. Śpiewali również swoje partie. Przy First time był popis baletu. A przed Alle Kinder brauchen Freunde Kelly Family zaprosili dziecięcy chór. Ciągle ich zapraszali bardziej do przodu. Dzieciaki zaśpiewały Oh du froehlische, po czym miały zejść ze sceny, ale widać tak im się spodobało, że nikt się nie ruszył. Kelly im zaczęli machać no i ten ich opiekun :) Nie zabrakło również I didn't know you were so beautiful, I'm the light of the Word, Sick with love i Puer Natus Est nobis. Przed Sick Paddy przeszedł przez krzesełka do pary staruszków. Zapytał jak się nazywają. Para odpowiedziała również, że są małżeństwem od 64 lat. Tyle lat razem i ich miłość nie wygasła a trwa ciągle na dobre i na złe. Paddy im pogratulował i wykonał piosenkę. Stille Nacht Kelly wykonali w języku niemieckim, angielskim i hiszpańskim, po jej zakończeniu w głębi sali słychać było Cichą Noc w języku polskim. Paddy poprosił o ciszę, dziewczyny jednak nadal śpiewały, ale było to na tyle cicho, a z przodu nikt ich nie wsparł, więc Paddy nie zrozumiał, że polskie dziewczyny chciały w ten sposób wnieść również polski akcent do koncertu i znowu poprosił o ciszę, która niezwłocznie nastała do momentu kiedy Kelly zeszli ze sceny. Wtedy rozległy się gromkie brawa i Kelly zaraz ponownie znaleźli się na scenie wykonując piosenkę Es ist ein Ros estprungen. Paddy przy tej piosence śmiesznie gestykuluje i pstryka palcami. Na bis zaśpiewali An angel. Nie mogłam tego nie nagrać. Wiem, trochę to egoistyczne, ale dla mnie ta piosenka jest takim kanonem i wtedy w Krakowie, gdy usłyszałam ją pierwszy raz i gdy nie mogłam tego nagrać, wczoraj musiałam to zrobić. 

Jestem pod ogromnym wrażeniem całej trasy jak i akurat tego koncertu. Są to niezapomniane emocje i wrażenia. Piękne przeżycie, które dostarcza takiej wewnętrznej siły, magii, wyzwala energię, jednoczy ludzi. Coś pięknego, niewyobrażalnego, pełnego niesamowitej atmosfery. Nie można tego opisać słowami, bo jakich się nie użyje, nie oddają one choćby namiastki przedstawienia, uczuć, które towarzyszą koncertowi.

Jeszcze na koniec serdecznie dziękuję Magdzie, która była tam ze mną i siostrze. Jestem wam ogromnie wdzięczna za to, że byłyście tam ze mną. No i cieszę się, że poznałam inne dziewczyny. One będą wiedzieć, że o nich piszę. Wam też dziękuję, że podeszłyście.

 

Wszelkie prawa do umieszczanych przeze mnie wpisów są moją własnością. Kopiowanie, powielanie, wykorzystywanie, umieszczanie na forach, innych stronach w całości lub części oznacza naruszenie praw autorskich zgodnie  Dz. U. 94 Nr 24 poz. 83, sprost.: Dz. U. 94 Nr 43 poz. 170 i jest bez zezwolenia zabronione.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Patka w Krakowie 18.09.2010

poniedziałek, 20 września 2010 19:10

I po koncercie!!

Patka dała z siebie wszystko, zaśpiewała swoje nowe i stare piosenki. Nie zabrakło kompozycji Paddy'ego Calling heaven czy An Angel.  Między piosenkami opowiadała historyjki o rodzinie o karierze, podzieliła się z publicznością wspomnieniami z dzieciństwa np. tym, że Joey i Jimmy byli rozrabiakami i oderwali głowę jej lalce Heide i zakopali w okolicy ich autobusu. Mała Patka pobiegła z tym do ojca, który kazał chłopakom poszukać oderwanej główki, a Patricia dostała nową lalkę. Mówiła również, że Paddy po urodzeniu był brzydki ale z wiekiem wyładniał :-) Koncert podzielony był na dwie części, podczas których Patka wystąpiła w dwóch kreacjach. Wyglądała prześlicznie i śpiewała prześlicznie. Podczas drugiej części piosenki były spontaniczne, przeważnie te, o które prosiła publiczność. Nie zabrakło No lies, Take my hand czy Alle Kinder brauchen Freunde.
Niestety nie można było filmować koncertu ani robić zdjęć.

Ja niestety nie byłam na koncercie dlatego ta moja relacja jest taka króciutka. Na pełniejsze opisy pełne wrażeń zapraszam na forum www.kelfan.fora.pl


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

spotkanie z Johnem Paulem Mary 16 maja 2010

wtorek, 18 maja 2010 13:53



Uczuć, jakie towarzyszą zebranym podczas spotkania z Johnem Paulem Mary nie da się wyrazić słowami. Spróbuję jednak opisać najlepiej jak potrafię przebieg spotkania. W bazylice byłyśmy z dziewczynami po 17:00. Czekałyśmy na Mszę Świętą, po której miał wystąpić Paddy. Jego zespół rozkładał sprzęt, robił próby dźwięku, uśmiechał się do nas, bo siedziałyśmy w pierwszej i drugiej ławce na przeciwko chłopaków. W pewnej chwili wszedł Paddy, pomagał im poprawiał mikrofony, rozmawiał z Panem, który był tłumaczem podczas spotkania, bawił się z małym chłopcem, rozmawiał przez telefon, nawet pił wodę mineralną. Kręcił się przechodząc obok nas. Czasem wychodził z Sanktuarium ale zaraz wracał. Widać było, że jest bardzo przejęty wizytą w Krakowie i chce aby wszystko poszło zgodnie z planem ale były też momenty, kiedy się uśmiechał. O 18:00 rozpoczęła się Msza Święta. Paddy uczestniczył w niej ale był z tylu kościoła. Widziałam jak podchodzi do komunii. po nabożeńtwie Pani, jedna z organizatorek, przedstawiła po krótce Padda i Kelly Family. Miło było gdy wspomniała o fankach, które tu dla niego przyszły. Po Jej przemówieniu Paddy wyszedł z zakrystii i przywitał się z wiernymi słowami "Przepraszam, że kazałem na siebie czekać, ale byłem w toalecie". Oczywiście Pan tłumacz nie przetłumaczył toalety dosłownie mówiąc "w pewnym miejscu". Na początku Paddy powiedział również, że niedługo będzie mówił po polsku, że się szkoli i umie już 10 słów w naszym języku. Tyle ich nie wymienił ale powiedział "dziękuję", "smacznego", "dobrywieczór", "tak", "nie", "kocham cię Polska". Spotkanie miało charakter takiego mini koncertu z opowieściami i modlitwą. Na początku odmówiliśmy skrócony różaniec przeplatany piosenkami. Na pierwszy ogień poszło "Party time" podczas której klaskaliśmy w rytm piosenki. Paddy'emu podobało się to, sam niemal podskakiwał wykonując ją i widząc nasze uśmiechy i zaangażowanie. Później było "Kiss me Mother". Po trzeciej piosence (ciągle przeplatanej różańcem) zaśpiewał jeszcze kilka innych, już różańcem nie przeplatanych, wśród nich "starą" jak się wyraził "Pray pray pray", cały kościół śpiewał z nim, nawet nas do tego zachęcał. Później opowiadał o Janie Pawle II, zaśpiewał jego ulubioną piosenkę "Barkę", podczas której pomylił się dwa razy. Oczywiście zebrani pomogli mu i wyszło bardzo ładnie. Później Paddy opowiadał jak Kelly Family śpiewali papieżowi w Loreto we Włoszech i jak bardzo chcieli się z nim zobaczyć. Kardynał pomachał do nich na znak, że mogą podejść do Jana Pawła II. Papież z typowym polskim akcentem zapytał ich czy są jedną rodziną, oni odpowiedzieli mu, że tak, są jedną rodziną, na co papież powiedział "bardzo dobrze, bardzo dobrze", zapytał ich również czy pochodzą z Irlandii, na co odpowiedzieli, że z niej pochodzą i papież znów powiedział "bardzo dobrze, bardzo dobrze", pobłogosławił ich i dał każdemu do ręki różaniec. Mówił aby kochali Boga jak prawdziwi chrześcijanie. Po tej opowieści Paddy zapowiedział ich największy przebój "An Angel". Nie wierzyłam własnym uszom i po pierwszych taktach poleciały mi łzy, wtedy też widziałam jak Paddy spoglądał w naszą stronę, a my ze łzami w oczach, trzęsąc się z wrażenia śpiewaliśmy razem z nim. Przed dłuższy czas po "An Angel" nie mogłam się uspokoić. Następną piosenką było "Butterflies in my belly", która również powoduje drżenie i robi niesamowite wrażenie. Były również "God is love", "TBM", "Jesus love you so much". Opowiadał o Matce Boskiej i odracał się do jej obrazu. Mówił również o Tabernakulum patrząc na miejsce w którym ono stoi. Podczas "Jezu ufam Tobie" podchodziliśmy do mikrofonu. Na koniec zaśpiewał "Z dawna Polski tyś Królowo" oczywiście po polsku, a podczas jej zapowiedzi śmiejąc się wyznał, że nie do końca wie o czym śpiewa ale już tłumacze postarali się aby się dowiedział i mu przetłumaczyli. Przez całe spotkanie widać było jak bardzo emanuje pozytywną energią, był bardzo szczęśliwy i często żartował, uśmiechał się i zachęcał do wspólnego śpiewania. Po zakończeniu chciałyśmy mu wręczyć prezent i prawie się to nam udało. Poszłyśmy za nim i za o. Wojtkiem aż do samochodu i gdy Paddy już do niego wszedł o. Wojtek wspomniał mu o naszym prezentem i Paddy wyszedł z auta. Podziękawłyśmy mu za spotkanie z nim i powiedziałyśmy o naszym prezencie. JPM również podziękował i był wdzięczny za możliwość zaśpiewania i pomodlenia się w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego po czym się pożegnaliśmy. Samochód odjechał ... ale nie za daleko, akurat w tę stronę w którą szłyśmy i po kilkanastu metrach się zatrzymał, doszłyśmy do niego ale już go nie zaczepiałyśmy, minęłyśmy ich i udałyśmy się do domu.

Dziękuję Justynie, Marysi, Dreamy, Aurorze, Monice, PaddyKelly, Seni no i oczywiście mojej siostrze, że byłyście tam ze mną, że byłyśmy tam wszystkie i uczestniczyłyśmy, jak myślę, w najpiękniejszym spotkaniu z JPM. Dziękuję również Seni za miejsce w pierwszej ławce, bliżej już się nie dało usiąść.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Niesamowita relacja z Chorzowa

poniedziałek, 25 stycznia 2010 16:15

Nie jest ona mojego autorstwa bo tym razem nie mogłam pojechać. Autorką jest Dreamy, niesamowita dziewczyna i wierna fanka The Kelly Family. Dziękuję Marzenko, że podzieliłaś się z nami swoimi wrażeniami ze spotkania z Johnem Paulem Mary:


Z Kasioczkiem na miejscu byłam już o 16:00. Poszłam upewnić się czy to na 100% ten kościół - tak... na drzwiach plakat ze zdjęciem Padzika w długich włoskach i zabójczych spodniach z hasłem „Z Kelly Family do zakonu". Zaczęłyśmy się włóczyć po okolicy. Potem poszłyśmy do baru, gdzie było sporo Kelly-fanów. Pogadałyśmy, a wszyscy 'tubylcy' się z nas śmiali i mówili: „Oni to na tego chłopaka przyjechali! Tego zakonnika!" Milusio. Ok. 17:30 poszłyśmy do kościoła... a przed głównymi drzwiami chyba stało... bo ja wiem z 50 ludzi. Poczułam się jak za dawnych czasów, tylko brakowało „Kelly! Kelly!". Za dwie min. wpuścili nas do pierwszej części kościoła, dalej nie bo JPM miał próbę, ale były tam szklane drzwi więc wszystko było widać i słychać. Wtedy poznałam Martę i Ilonkę, Monikę, Aurorkę i Wiolę. Czekałyśmy tam chwilę i chyba o 18:30 otworzyli drzwi...  Poczułam się jak w „Spodku" w 1999. Jakaś masakra! Rozumiem, że niektóre dziewczyny przyjechały tam tylko dla Padda, a nie dla JPM..., ale są pewne granice! Biec do 'pierwszych rzędów' (xD) jak wszystkie ławki były wolne? No nie ważne. Dziewczyny siedziały bodajże w 3 ławce po prawej, a ja w czwartej po lewej. Braciszka miałam centralnie przed oczami. Przed mszą i kazaniem Br. Wojtka JPM zrobił nam niesamowitą niespodziankę. Zaśpiewał 'Barkę' po polsku! Mówię Wam, to było niesamowite! Wszystkie zwrotki! Potem msza itd. Jak już się skończyło i Braciszek wyszedł na środek, to rozbłysły się flesze... Kolejna kicha! Jednak szybko się dziewczyny uspokoiły, bo bardzo grzecznie poprosił, żeby zapomnieć o aparatach. I standardowo różaniec, ale skrócony. W między czasie piękne piosenki w wykonaniu Br. Johna. Kolejna niespodzianka, to baranek. Tym razem czarny i bardzo malutki. Kochanie wyglądał w rekach Braciszka... W między czasie jak Braciszek mówił, że ogarnęła go ciemność zgasili kilka lamp w kościele. Przez chwile jeszcze opowiadał, aż tu nagle - brak prądu! Lekkie poruszenie, zamieszanie, ale po paru minutach wszystko wróciło do normy. Procesja, później można było odnieść na ołtarz świeczki, które wcześniej dostaliśmy i wylosować sobie cytat z Biblii. Pod koniec, jak wszyscy śpiewali „Jezu ufam Tobie" Br. Johny odebrał telefon... ^^ Najpiękniejszym momentem było dla mnie to jak zaczął delikatnie podskakiwać razem z basistą i w pewnym momencie zaśmiał się tak... wiecie jak... Mówię Wam, nie słyszałam tego śmiechu na żywo od pięciu lat! To było niesamowite uczucie usłyszeć jak się śmieje! I na koniec: 'I will sing one more song...' Atmosfera była wspaniała.... Zmył się z ołtarza tak szybko jak przyszedł! I nawet nie zdążyłyśmy mu zaśpiewać Santa Maria.. i Tak jak w Krakowie - Brat jest zmęczony, nie wyjdzie, nie chce się dzisiaj z nikim już widzieć... Pozwolili nam zostać w kościele. Potem wyszłyśmy tylnym wejściem. Chciałyśmy urządzić w zachrystii strajk głodowy, ale zrezygnowałyśmy xD Jak wychodziłyśmy spotkałyśmy perkusistę, dziewczyny go zagadywały, ale on był strasznie nieśmiały i nie chciał, żebyśmy mu sprzęt pomogły nosić, a chciałyśmy dobrze. W między czasie dowiedziałyśmy się, że Braciszek je kolacje na plebanii. Jak tam teraz się dostać? Hmmm... Było wiele pomysłów, ale żaden nie wypalił xD Potem szedł taki starszy pan i Ilonka do niego zagadała. On zawołał proboszcza. Dołączyły do nas dwie dziewczyny, nie pamiętam jak miały na imię. Proboszcz powiedział, że porozmawia z Br. Johnym, ale niczego nie obiecuje. Po chwili wyszedł i powiedział, że zaraz do nas Brat wyjdzie, a my taki chórek z niedowierzaniem: „Naprawdę?!". Tak... naprawdę. W głębi siebie każda chyba krzyczała, ale nie dałyśmy po sobie tego poznać... I wyszedł do nas taki uśmiechnięty w grubym płaszczu i bez czapki. Najpierw podziękowania, potem pytanie o CD, jak pomóc itp. On podał nam adres na jaki można pieniążki przesyłać. Bardzo by chciał wydać płytę tylko to strasznie kosztowne i nie ma kasy. Potem ksiądz kazał nam wejść do środka, tam pytałyśmy go o „Barkę", on pytał skąd jesteśmy... Potem każdej podał rękę z takim uśmiechem i wzrokiem, że nogi miękły! Myślałam, że jak poda rękę to zrobi to delikatnie i szybko, ale się myliłam. Wszystko na odwrót. Uścisk jak na takie chucherko ma potężny! Ogólnie wyglądał dużo lepiej niż w Krakowie. Na twarzy trochę przybrał. Nie myślałam, że ten dzień się tak skończy... To było najwspanialsze 15 min. w moim życiu! Co prawda minęło jak minuta... ale w mojej pamięci będzie do końca życia! Dotykałam jego dłoni wcześniej, stałam blisko, ale nigdy nie czułam z nim takiego kontaktu jak wczoraj. Potem wyszłyśmy całe w skowronkach, ale bez zbędnych emocji...

Nie wierzyłam, że do nas wyjdzie, nie wiem czym sobie zasłużyłyśmy, w sumie była nas tylko dziewiątka. Proboszcz tej parafii był wyjątkowo 'jajcarski' i miał świetny humor - może to w jakimś stopniu na Braciszka wpłynęło. Nasz Johny przez cały czas na świadectwie był wyjątkowo radosny. Naprawdę jak widziało się go uśmiechniętego, to od razu lepiej na sercu i duszy. Nie wiem czemu, ale to co on mówi trafia do mnie z podwójną siłą. Wczoraj powiedział dwie rzeczy, na które czekałam... Jestem strasznie szczęśliwa, że usłyszałam je z jego ust! Nie raz zamykałam oczy i wsłuchiwałam się tylko w jego głos i nie wspominałam dawnych czasów - sama się sobie dziwiłam. Myślałam o tym co mówił i wsłuchałam się w siebie... Naprawdę niesamowite przeżycie, w Krakowie nie czułam tego tak jak wczoraj.

A teraz do Siedmiu Wspaniałych... nie wiem czy wiecie, ale Kasioczek stał z boku i nas obserwował. Patrzyłyśmy na niego jak na jakiś święty obrazek! Miałyśmy tak maślane oczy... jak małe dzieci, które dostały jakąś super, nowa zabawkę! Ksiądz tez musiał mieć polewkę, ciągle na nas patrzył i się uśmiechał. Warto było marznąć? Warto było?
Dziękuję Wam bardzo, bardzo za wspaniale spędzony wieczór dziewczyny... Martuś czekamy na nasze wspólne fotki. Strasznie się cieszę, że mogłam nareszcie Was poznać! Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś się zobaczymy... Może w Czechach w lutym?? xD 

                                                                                                         Dreamy


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 23 kwietnia 2014

Licznik odwiedzin:  539 387  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 539387
Wpisy
  • liczba: 606
  • komentarze: 1962
Galerie
  • liczba zdjęć: 670
  • komentarze: 878
Bloog istnieje od: 2835 dni

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości